Gdynia, 1.06.2010

Jan Grabowski

Zaprzysiężony członek SW

Gdańsk

 

 

 

Sz. P. P.

Ewa Kubasiewicz

Marek Czachor

Jadwiga Chmielowska

 

 

List Otwarty

 

 

            W maju obchodziliśmy 25-lecie powstania Solidarności Walczącej w Trójmieście. Jestem bardzo zadowolony z oprawy tej imprezy, udziału w niej tak dużej ilości osób i znakomitości: Kornela Morawieckiego, Ewy Kubasiewicz, Eulalii Badurskiej, Jerzego Miotke, Janusza Śniadka i wielu innych, których nie sposób wymienić, jak również z pocztów sztandarowych. Cieszyłem się, gdy po 20 latach zobaczyłem zaprzyjaźnionych kolegów, którzy rozjechali się po kraju. Miło uderzyła mnie życzliwość, uprzejmość jednych dla drugich. Lecz niestety nie dotyczyło to wszystkich. Bardzo szanuję panią Ewę Kubasiewicz i żywię do Niej wielką sympatię, ale w zachowaniu podczas wręczania krzyży poczułem niesmak. Rozumiem, że popiera Pani kolegę swego syna, który współpracował z SB, ale trzeba oddzielić dobro od zła. Trzeba powiedzieć społeczeństwu, że za takie osoby my cierpieliśmy. Byliśmy śledzeni, aresztowani, bici. Pani to bardzo dobrze pamięta. Śp. Kobzdej wielokrotnie mi powtarzał, że wśród nas jest kapuś. Ja mu nie chciałem wierzyć. Był w więzieniu, był bity, przesłuchiwany i pomyślałem, że padło mu na umysł. Nie wiem, czy kiedykolwiek zwierzał się komuś innemu o pobycie w więzieniu, ale mi tak. Gdybym go posłuchał, nie doszłoby do pobicia mnie, udałby się strajk w 1988 roku w Stoczni SKP, nie musielibyśmy przenosić drukarni ode mnie gdzieś w nieznane. Pani Ewo, to są fakty. Pani nie było w kraju – ja byłem. Cierpiałem ja i moja dziewczyna. Zawsze byłem i jestem za Panią, ale Pani wybaczy, to ja cierpiałem za kolegę Pani syna. To ja powinienem być obrażony. Pani Ewo, jeszcze raz powtarzam: lubię Panią i szanuję, ale niech Pani otworzy szeroko oczy! To jest Polska! Rozumiem rozgoryczenie Pani, ale takie są prawa i bardzo dobrze. Trzeba pokazać, kto był kim. Jestem ciekaw, jak by Pani zareagowała gdyby wśród Pani przyjaciół był kapuś. Panie Czachor! Jest Pan wybitnym politykiem i znawcą struktur SW. Rozumiem, jest pan kolegą, tylko to nie jest takie jednoznaczne. Pan wiedział, kim był Mielewczyk, a ja nie. Proszę go nie usprawiedliwiać, nie był Pan podczas spotkań z ubekami. Nie wie Pan, o czym była mowa. Gdybym wiedział, że jest kapusiem, nigdy bym go nie wpuścił do mieszkania. Mógł Pan przyjąć Krzyż Solidarności Walczącej, nie robiąc zamieszania, ale chciał Pan, aby kamery były zwrócone na Pana. Nie chcę uszczuplać Pana zasług w SW, ale ja non stop malowałem transparenty, drukowałem, organizowałem wiece, a Pan się cały czas ukrywał. Ja się nie obraziłem na nikogo, a Pan obraził nas. Może Pan, Pani Chmielowska i Pana Mama chcecie utworzyć jakąś partię opartą na donosicielach, ubekach, a może i czerwonych.

Spostrzegłem jeszcze kogoś ciekawego na obchodach – Pana Jankowskiego, który niby założył SW II. To co Pan opowiadał było żenujące. Robiliście jakieś akcje, ale nie wie Pan jakie. Organizowaliście wiece, ale nie wiadomo gdzie. Mieliście swoją komórkę organizacyjną, ale nie wiadomo jaką. Mieliście iluś ludzi, ale nie wiadomo ilu, bo nadal się ukrywają. Moje stwierdzenie jest takie: było was dwóch – Pan i Pan Anders. Ale Wy byliście w PPN. Ja wiem, że pełni pan obecnie dość wysoką funkcję i potrzebne jest panu poparcie działaczy niepodległościowych, ale wsiadł Pan nie w ten autobus. Ja, zwykły człowiek SW nigdy o Panu nie słyszałem, choć ze stocznią Nauta mieliśmy dobre stosunki organizacyjne. Tak to jest w życiu – jedni nie przyjmują odznaczeń, a drudzy za wszelką cenę chcą je dostać.

Pozdrawiam całą Polskę, która była na obchodach 25-lecia Solidarności Walczącej. Zmieniliśmy się wyglądem, ale nie poglądami, choć były słowa krytyki. Pani Chmielowska z Katowic prosiła o rezygnację Kornela Morawieckiego z wyborów na rzecz kogoś innego, i tu poczułem się urażony. Przecież podpisałem listę poparcia dla Kornela Morawieckiego. Będę dążył do tego, aby to mój kandydat wygrał, a nie „ktoś”. Pani Chmielowska! Skoro takie osoby są w naszych szeregach, to niech się lepiej w nic nie angażują, bo będziemy zawsze na straconej pozycji (mowa tu też o Panu Pinderze z Bydgoszczy).

To był dla nas bardzo ważny sprawdzian. Wiemy, na kogo można liczyć – i tu ukłon dla szeregowych członków i sympatyków SW. Miłe wrażenie zrobił na mnie Mariusz Roman. Jak zwykle pewny siebie, nie zgadzający się z niektórymi tezami, ale on zawsze taki był. Ogólnie współpraca z jego organizacją układała się nam bardzo dobrze. W szczególności ja miałem bardzo dużo z nim do czynienia. Organizowaliśmy razem manifestacje, kolportaż ulotek. Na niego zawsze można było liczyć. Mile zaskoczył mnie prowadzący dyskusję. Tak zorientowanego człowieka w zagadnieniu SW nie spotkałem. To dobrze, że jest taki pan, który nie pozwoli, aby historia o SW zaginęła. Ogólnie mówiąc, uroczystość wypadła bardzo dobrze. Na koniec zostałem zaproszony na prywatne spotkanie u pana Frankiewicza z Kornelem Morawieckim. Miałem dużo pytań do pana Kornela odnośnie do kandydowania na prezydenta, katastrofy pod Smoleńskiem i prywatnych. Poznałem go jako człowieka szczerego, luźnego, odpowiadającego na każde pytanie, choć był bardzo zmęczony, bo było to już ok. 2 w nocy. Nie było to moje pierwsze spotkanie z panem Kornelem, ale pierwsze osobiste. Jestem za tym, aby Kornel był prezydentem i będę robił wszystko, aby nim został.

 

Jan Grabowski